strona główna

numer 55

Atak klucza "Karasi"



  Ledwie znaleźliśmy się nad frontem, gdy nasz Balbo VI zameldował obecność wroga z lewej strony. Przekazałem im rozkaz do ataku i zawróciłem eskadrę po łuku. Wtem - nie minęło jeszcze pół minuty, jak usłyszałem: "Balbo VI - melduję zestrzelenie" - pierwsze zestrzelenie eskadry. W tej samej chwili zobaczyłem drugi przemykający bombowiec. Również polski. Naprzód całą eskadrą. Uderzyłem w dół na niego, a moje serce pracowało równie prędko jak silnik. Spojrzałem przez celownik. Jeszcze zbyt daleko na otwarcie ognia. Zbliżyłem się na 100 metrów. Polski tylny strzelec ostrzeliwuje się ze wszystkich sił. Jego serie układały się w odległości metra nad moją kabiną, a ja przydusiłem maszynę jeszcze niżej. Teraz zbliżyłem się na 30 metrów ponad jego kadłubem. Cel w siatce celownika stał się duży i gruby. Wystrzeliłem po dwadzieścia pocisków z każdego karabinu maszynowego oraz po sześć pocisków z każdego działka. Seria była bardzo krótka. Długi płomień wytrysnął ze zbiornika polskiej maszyny, pociągnąłem drążek do siebie, przemknąłem zupełnie blisko nad Polakiem. Prawie że zderzyłem się z nim...



wstecz