strona główna

numer 49

Fascynacja PZL P-11f



  Prowadzenie P-11f nie sprawiało większych trudności. Samolot był stateczny. Rozpędzony na starcie sam się odrywał od ziemi przy drążku ustawionym w neutrum. Należało jedynie przyłożyć małą siłę do orczyka dla przeciwdziałania momentowi od ciągu zespołu napędowego. P-11f był rasowym, chociaż pozbawionym klap, samolotem myśliwskim. Precyzyjne lądowanie można było wykonać z zastosowaniem wspomnianego trawersu (ślizgu), będącego ewolucją łatwo dozowaną i skuteczną w działaniu, podobnie jak na samolotach Stampe lub Tempete. W szkole musieliśmy dogłębnie poznać właściwości P-11f wykonując klasyczne figury pilotażu. Samolot był dobrym planerem. Zbliżenie do ziemi odbywało się z prędkością 120 km/h po torze lotu o bardzo małym nachyleniu, co jak wiadomo utrudnia dokładne lądowanie. Pewnego dnia podchodząc do przyziemienia pod nieco innym kątem, blisko utraty prędkości, zostałem zmuszony do dodania gazu dla wyrównania lotu. Mając mało wyrobioną rękę zareagowałem zbyt gwałtownie tak, że wskazówka szybkościomierza podskoczyła natychmiast do 140 km/h, a samolot przekroczył granicę lotniska.



wstecz