|
Zawsze pozostawali w cieniu, mimo że ich pokryte smarem
dłonie tak samo ważne były dla maszyny, jak pilotującego ją człowieka. Kiedy samolot
lądował, a myśliwiec lub załoga bombowca kończyła swoją część pracy, do boju ruszali
oni, "szare korzenie bujnych kwiatów" - jak nazwał ich onegdaj Arkady Fiedler. Kiedy
"ich" samolot wzbijał się w powietrze, odprowadzali go wzrokiem; kiedy czas oczekiwania
przedłużał się, z troską patrzyli w niebo. Gdy płatowiec wracał, byli pierwszymi,
którzy poznawali wrażenia z lotu. Wiedzieli pierwsi czy pilot powiększył swe konto,
czy bomby ulokowały się w celu. Wiedzieli wcześniej niż "inteligentny". Gdy Dywizjon
kończył zadanie w niepełnym składzie, opłakiwali poległych pilotów. Stanowili znakomitą
większość personelu Polskich Sił Powietrznych - żołnierze bez skrzydeł. Wykonywali
równie ważną, sumienną i żmudną pracę, jak ich latający koledzy, aczkolwiek o nich
mniej się pamięta.
|